Czyż może zatem istnieć doskonalsze miejsce na urlop w stylu wellness?
Noc w iglo
Jesienią wiele z nas marzy o ciepłych krajach, wylegiwaniu się pod palmą, turkusowym odcieniu morza i upiększających ciało zabiegach. A może by tak zamiast Wysp Kanaryjskich wybrać dziką i bajkową Finlandię? Wellness to nie tylko masaże, kąpiele błotne, wklepywanie w ciało tajemniczych mikstur i błogie lenistwo. To również wewnętrzna równowaga, harmonia i witalność, którą gwarantuje świeże powietrze, ruch i obcowanie z naturą. Na arktycznej północy śmiało można naładować swój organizm jak akumulator i to poprzez tak proste metody jak słuchanie szumu lasów, karmienie psów i reniferów czy wieczorne saunowanie. Po takim urlopie wygładza się nie tylko cera, ale i dusza.
Zamiast hałaśliwych kurortów nieco tajemnicza i śnieżna Finlandia proponuje „gorące noce” spędzać w iglo. Oczywiście najczęściej trzeba je wybudować samemu. Temperatura wynosi tu co prawda minus 5 stopni, ale za to doskonale rozgrzewają zwierzęce futra, gorąca kawa i dwuosobowe śpiwory. Mała niespodzianka nad ranem – buty i pasta do zębów są całkowicie zamrożone. Miejscowi zalecają zanieść je do sauny. Duża niespodzianka już po dwóch tygodniach – nasze ciało staje się bardziej jędrne, zahartowane, a napięta, zaróżowiona cera nie wymaga nakładania żadnego makijażu. Nie od dzisiaj wiadomo, że zimno najlepiej konserwuje. Drobne zmarszczki niemal całkowicie znikają, głębsze – ulegają spłyceniu. Warto jednak pamiętać o porannej i wieczornej pielęgnacji cery i smarowaniu jej tłustym kremem. W dłonie Finowie proponują wcierać wazelinę lub miód i na noc zakładać bawełniane rękawiczki. Dzięki nieskazitelnemu powietrzu łatwiej oddychamy i stajemy się bardziej odporne na przeziębienia.
Oddalanie gniewu
Finowie przekonują, iż sauna „oddala gniew i wysusza żółć”, która nagromadziła się w naszym organizmie podczas dnia i nazywają ją gorącą terapią dla ciała i duszy. Regularne korzystanie z sauny zapewnia nie tylko piękną skórę, ale skutecznie redukuje codzienny stres i zmęczenie. Kilkunastominutowy seans w pomieszczeniu nagrzanym nawet do 100 st. C, rozgrzewa naszą skórę do 42 st. C, a temperaturę całego ciała podnosi o jeden stopień. W wyniku tego organy wewnętrzne odczuwają niewielką „gorączkę”. Taki stan wzmaga produkcję ciałek odpornościowych we krwi, które skutecznie zabijają wirusy i bakterie. Jeśli mamy więc niewielki katar lub czujemy się lekko przeziębieni – po saunie wszystkie te dolegliwości z pewnością miną. Pod warunkiem jednak, iż bezpośrednio po seansie ochłodzimy się – najlepiej wskakując prosto w lodowaty śnieg. Taka saunowa gra w ciepło-zimno aktywizuje ukrwienie i rozluźnia napięte mięśnie. I przy okazji gwarantuje doskonałe samopoczucie.
W Finlandii początkowo budowano sauny z kamienia lub w formie namiotów uszczelnianych skórami i futrami. Z czasem zaczęto stosować drewno – i tak pozostało do dnia dzisiejszego. Stare zapiski donoszą, iż w dawnych czasach na rozgrzane kamienie dodatkowo kładziono zioła, aby wyzwolić związki aromatyczne uzdrawiające ciało. Dzisiaj kamienie polewa się wodą z kilkoma kroplami olejków eterycznych.
Na psiej farmie
Specjaliści oprócz typowej kuracji hartującej ciało (sauna, noce w iglo) doradzają zafundować sobie „romans z naturą” i ukoić nerwy na farmie psów husky. „Boisz się psów?” – pytają każdego turystę właściciele hodowli i zaraz dodają: „przestaniesz po 24 godzinach”. Program kojący dla naszego organizmu to chociażby zwykłe głaskanie miękkiego futra i wpatrywanie się w błękitne psie oczy. Finowie twierdzą, iż ciche rozmowy z psem koją nasze nerwy, wyciszają i pozwalają oderwać się od codziennych problemów. Ciąg dalszy tej specyficznej terapii, to oczywiście ruch. A więc opanowanie wszystkich sznurków, linek i haków – czyli krótka lekcja pt. jak zaprzęgać husky i nie wypaść z sań.
Wellness w stylu fińskim to specyficzna mieszanka zdrowia i urody. Tutaj nie przywiązuje się wagi do kremów, maseczek, okładów i odżywek. Środki upiększające zastępuje świeże powietrze, nacieranie policzków śniegiem i gorąca atmosfera sauny. Nasz zmysł wzroku zaspokaja migocąca tysiącami barw zorza polarna, zmysł słuchu z kolei – skowyt husky śpiewających do księżyca. Całość uzupełniają legendy o trollach, rusałkach i dzikich skrzatach, których najlepiej słucha się przy ognisku, owiniętym po uszy w rozgrzewające futra reniferów.








Gość
Komentarze (3)
Komentarze (3)